Jak wiele razy słyszeliście, żeby odstawić gluten lub nabiał przy chorobie Hashimoto? Ja bardzo często. A jak wiele razy mówił Ci o tym endokrynolog? Domyślam się, że rzadko. I właśnie z tego drugiego powodu ja jem wszystko to, co lubię. A nie wyobrażam sobie życia bez świeżej bułeczki z twarożkiem.
Tematem zdrowego odżywiania zaczęłam się interesować jakiś czas temu. Sprawdzałam co i z czym powinnam łączyć oraz jaki ma to wpływ na moje zdrowie. Niestety jako osoba zabiegana nie mogę poświęcić dużo czasu na przygotowywanie posiłków z superfoods. Z kolei gotowe tego typu produkty są bardzo drogie. W związku z tym jem wszystko, ale ze zdrowym rozsądkiem. Zgodnie z twierdzeniem, że wszystko jest dla ludzi tylko w odpowiedniej dawce.
Robiłam sobie testy na nietolerancję tych produktów. Wykluczyłam ze swojej diety produkty z glutenem (bardzo skrupulatnie czytałam wszystkie etykiety) na 3 tygodnie, a następnie produkty z laktozą. Po obu próbach nie zauważyłam znacznych zmian u siebie. Chciałam sprawdzić, czy poprawi mi się stan skóry i ogólne samopoczucie. Test bezglutenowy nie dał żadnych widzialnych i odczuwalnych efektów. Wręcz przeciwnie, na koniec tego okresu dopadła mnie infekcja, a już bardzo długo nie chorowałam. Oczywiście może to być tylko przypadek, a może efekt wykluczenia wielu produktów z codziennej diety. Jeśli chodzi o wyeliminowanie laktozy, to spektakularnych zmian również nie zauważyłam. Wydawało mi się, że minimalnie poprawiła mi się cera, ale była to tak mała różnica, że nie wiem, czy łączyć to z odżywianiem, czy może stanem hormonów w danym okresie. Bałam się dłużej utrzymywać dietę, ponieważ nasz organizm przestaje produkować enzymy trawiące laktozę, a czułabym się dużo gorzej, jakbym już nigdy nie mogła napić się szklanki gorącego mleka przed snem.
Na temat odżywiania rozmawiałam również z lekarzami i żaden nie kazał mi nic wykluczać z diety. Powoływali się na brak naukowego potwierdzenia negatywnego wpływu glutenu i laktozy na Hashimoto. Od jednego endokrynologa usłyszałam tylko informację na temat pszenicy, że nie wie, czy ona szkodzi, czy nie, ale nie ma ona specjalnie żadnych wartości odżywczych. Z tego względu, w miarę możliwości można unikać produktów, które mają ją w składzie. Z kolei inny wypowiedział się na temat mleka, żeby lepiej je spożywać, bo zawiera wapń. Przy Hashi często pojawiają się problemy kostno-stawowe, więc wapno jest ważnym składnikiem diety.
Nie chcę tutaj wyjść na ignorantkę w sprawie własnego zdrowia czy też namawianie kogoś do pójścia moją drogą. Ja poza jedzeniem, które uchodzi za nie najzdrowsze, jem dużo owoców i warzyw. Dosłownie jem wszystko, co lubię, a mało jest rzeczy, które mi nie smakują. 😉 Dodatkowo miałam robiony panel pokarmowy i żadnych alergii na jedzenie nie mam. Poprzez ten post chcę tylko powiedzieć, żebyście słuchali swojego organizmu, żebyście sami oceniali, co Wam służy, a co nie. Jeżeli dobrze czujecie się bez pewnych składników i umiecie z tym żyć to super. Jednak jeżeli tylko ślepo podążacie za trendami, robicie wykluczenia z diety, bo Wasza koleżanka z biurka obok tak robi, a nie widzicie efektów i do tego chodzicie źli, bo nie możecie zjeść np. pysznej jagodzianki, która przypomina Wam dzieciństwo, to proponuję wrzucić na luz w tych sprawach. Już dawno zauważyłam, że pewne produkty spożywcze stają się modne, ale jak wszyscy wiedzą, moda zawsze przemija, przechodząc w fazę odkrywania wad danego produktu wcześniej uznawanego za najzdrowszy. Do tego dochodzą manipulacje producentów żywności, którzy chcą mieć ogromny wpływ na dokonywane przez nas wybory. Czyli ponownie tutaj należy zaznaczyć, że wszystkie decyzje trzeba podejmować z głową na karku. W końcu wszystko w nadmiarze jest szkodliwe.
Ja nie jestem wzorem do naśladowania, bo po pierwsze jem bardzo nieregularnie (ciągle nad tym pracuję). Dużo jem poza domem, a moje ulubione kuchnie to polska i włoska. Pierogi, pizza i pasta zawsze są najlepsze! Jak widzicie, ja nie dam rady bez glutenu (jasne, że wiem o opcjach bezglutenowych, ale dla mnie to nie to samo). Uwielbiam celebrować posiłki, a nie byłoby to takie przyjemne, gdybym nie mogła zjeść tego, co lubię. Z kolei chałka z masłem to dla mnie wspomnienie wakacji u dziadków. Nie wyobrażam sobie nie wracać do tego smaku. 😉
Dodam, że poruszam tutaj tylko kwestie zdrowia i wpływu odżywiania na nasze samopoczucie. Sprawy ekologii i wyeliminowania produktów z diety z tego powodu to już inny temat.






Brak komentarzy